Gdańsk walczy z nielegalnym handlem

Dzisiaj Paweł Adamowicz podpisał zarządzenie na mocy, którego pracownicy magistratu i jednostek miejskich będą mogli prosić dzikich handlarzy o usunięcie swoich punktów sprzedaży lub zabezpieczyć towar w przypadku odmowy. Towar trafi do magazynu i tylko w przypadku uiszczenia opłaty sprzedawca będzie mógł go odzyskać. Wysokość opłaty wynosić będzie 92,00 zł brutto za pierwszy tydzień, a za każdy następny - 18,00 zł brutto.

Miasto chce za wszelką cenę wyeliminować nielegalny handel. Władze Gdańska zostały poparte przez sklepikarzy oraz kupców handlujących w wyznaczonych miejscach. - Dzicy handlarze rozkładający swój towar pod naszą halą to nie tylko dzika konkurencja dla nas, ale również realne niebezpieczeństwo dla kupujących. Sprzedają produkty spożywcze niewiadomego pochodzenia, z niewiadomą datą przydatności do spożycia, bardzo często wprost z ziemi - tłumaczył Jan Sokołowski, prezes spółki Kupcy Dominikańscy.

W podobnym tonie wypowiedziała się Krystyna Bielińska, prezes największego w Gdańsku targowiska Zielony Rynek. - W każdy dzień handlowy dookoła naszego rynku rozkłada swoje stragany na chodnikach i trawnikach około 500 dzikich handlarzy. Większość z nich spokojnie zmieściłaby się na targowisku, ale nie chce ponosić związanych z tym kosztów. W efekcie nie tylko utrudniają dostęp do rynku i poruszanie się w jego okolicy, ale również pozostawiają po sobie mnóstwo śmieci - papierów i kartonów, które trzeba sprzątać.

icon Zapisz się

do naszego newslettera